Dintojra

Historia przedwojennej Warszawy czyli oficjalny kwadrat blatnej chewry

5.11.09

Tata Tasiemka

Autor: Kruti

 

Jak wielkie są związki polityki ze światem przestępczym oczywiście prędko się nie dowiemy. Domyślać się ich można dopiero po latach całych, kiedy na jaw wychodzą niektóre fakty. Jednak i wówczas mówi się właściwe raczej o domysłach niźli o dowiedzionym procederze.

Przedwojenna Warszawa miała również i takie postacie. Mowa oczywiście o osławionym Tacie Tasiemce, nieco na wyrost okrzykniętym polskim Alem Capone. Jak się jednak miało okazać jego wpływy znacznie wykraczały poza możliwości zwykłego gangstera.

Tata Tasiemka, czyli Łukasz Siemiątkowski (1876-1944), swój pseudonim nabył jeszcze za młodzieńczych czasów pracując w przemyśle pasmanteryjnym. Działał w bojówkach PPS zdobywając dla partii fundusze. Z powodu swojej działalności trafił do Cytadeli i skazany został na śmierć. Ta jednak nie nadeszła, nadszedł wcześniej bowiem dzień 11 listopada 1918 r.

Po wojnie (pierwszej) cały czas działał w PPS. Startował nawet w wyborach do senatu, jednak szczytem jego kariery politycznej okazało się stanowisko radnego. Zasłynął jednak nie jako dzielny samorządowiec, ale jako szef gangu na wolskim targowisku – Kercelaku. Gang sprawował „kontrolę” nad handlem i wymuszał opłaty za „opiekę” nad handlującymi, głównie Żydami. Osobiście Tasiemka w biznes mieszał się rzadko, jeżeli już to jako sędzia gangsterskiej dintojry. W jego imieniu zarząd nad procederem sprawował Pantaleon Karpiński – człowiek raczej pozbawiony wszelkich skrupułów. Nie ulega oczywiście wątpliwości jaki charakter przybierał wspomniany zarząd, opieka i kontrola. Nie ulega także wątpliwości zakres i rodzaj stosowanych sankcji. Strumień dochodów płynął do Tasiemki, który część zysków przekazywał partyjnym kolegom.

Poczynania gangu na Kercelaku były tajemnicą poliszynela. Prasa wielokrotnie wspominała o kercelakowej grandzie. Wkrótce społeczność handlarzy postanowiła przedsięwziąć pewne środki. Za pośrednictwem Związku Bezpartyjnych Żydów złożono skargę, która zaskutkowała wszczęciem śledztwa. Już w 1932 r. cała ferajna z Tatą na czele została aresztowana.

Oto zdjęcia aresztowanej bandy:


A tak prezentowali się nasi „mafijni bossowie” (z lewej Tasiemka, z prawej Pantaleon):


Tasiemka jednak już po kilku dniach wyszedł za kaucją. Proces, który toczył się pod znakiem mataczenia i zastraszania świadków zakończył się wyrokami dla całego gangu. Bandzie wymierzono od 1 roku do 5 lat więzienia. Siemiątkowski został skazany na 3, zaś jego totumfacki na 6 lat. Po rozpoznaniu apelacji, karę Tasiemki zmniejszono do lat dwóch. Jak się okazało i ten wyrok był dla Pana na Kercelaku za wysoki. Siemiątkowski bowiem został w nadzwyczajnym trybie ułaskawiony przez Prezydenta Rzeczypospolitej. Czyż trzeba wyraźniejszego dowodu na działania prowadzone poza wzrokiem opinii publicznej?

W trakcie wojny Tasiemka działał w konspiracji. Został aresztowany i przez Pawiak trafił na Majdanek, gdzie zmarł w 1944 r. Zaskakujące? Zapewniam, że nie był to jedyny bohater podziemnej Polski o szemranej przeszłości.

Jego związki ze światem przestępczym zostały dowiedzione, zaś jego kariera polityczna nigdy nie była tajemnicą. Zadziwiające, że mógł liczyć na poparcie kolegów nawet jako już „spalony” bandyta. Świadczyć to może tylko o tym, że jego pozycja w świecie polityki był znacznie poważniejsza niż się powszechnie wydawało.

2 komentarze:

Czas Przeszły pisze...

A tu dodam małe wspomnienie warszawskiego taksiarza o kompanie Taty Tasiemki:
„Miałem z innym dygnitarzem sanacyjnym zajście. Był to popularny rozrabiaka – «Łokietek». Gdy go przywiozłem na ulicę Grzybowską, to wysiadł i zaczął się oddalać od taksówki, nie regulując należności za przejazd. Wiedziałem kim jest, bo był w strzelecko-legionowym umundurowaniu: – Komendancie! – a kto zapłaci za przejazd? – Zawrócił i powiedział: - Uważaj, bo ci tak zapłacę, że popamiętasz na całe życie. Ty wiesz, kto ja jestem?
Pomyślałem, że może być ze mną kiepsko na tej ciemnej ulicy i zmiękłem. Zacząłem mu klarować: – Komendant jest przedstawicielem i obrońcą robotników – tak brałem go pod bajer. – Nie polecisz pan na te parę złotych, by rodzinie najemnego kierowcy odejmować od ust łyżkę strawy. To do towarzysza «Łokietka» niepodobne. – Posapał, podumał, ale zapłacił”.

[Marian Sękowski. Pamiętnik warszawskiego taksówkarza.]

kuba pisze...

ma może ktoś jakieś materiały naukowe dot. tego tematu? piszę pracę o PZ i mafii w Polsce. bardzo by mi sie przydała pomoc
gg: 4282180
hacek90@tlen.pl

pozdrawiam:)

statystyka